Nie jesteś zalogowany(a)
Zaloguj się
Zarejestruj się

Historia Bronisława Szymańskiego spisana piórem prawnuka Mariusza Pielaka

 
Krzysztof Paweł Szymański
20 sty 2009 07:00

Okres okupacji niemieckiej i sowieckiej w latach  1939-1945 był bardzo trudnym  dla Polaków. Ludzie, którzy zamieszkiwali tereny polskie różnie się zachowywali. Znaleźli się w sytuacji wyjątkowej. Sami nie umieli się odnaleźć. Bardzo często podejmowali decyzje, które nie były zgodne z ich przekonaniem politycznym lecz pod wpływem lęku o własne życie. Opiszę historię mojej rodziny, to jest mojej prababci i pradziadka Heleny Żywickiej i Bronisławie Szymańskiego.

 

          W kwietniu roku 1939 Helena i Bronisław biorą ślub w malowniczej miejscowości na Kociewiu –Lubichowo. Po ślubie zamieszkują w miejscowości  Szteklin . Pracują na swoim gospodarstwie rolniczym. Pradziadek i prababcia byli bardzo szczęśliwi i pełni nadziei  na szczęśliwe małżeństwo. Lato w roku 1939 było bardzo dziwne. Ich uwagę zwrócili Niemcy mieszkający w Szteklinie, którzy bardzo dziwnie się zachowywali. Latem zaczęli malować dachy swoich domów na kolor zielony, lub kładli zieloną dachówkę. Polacy byli bardzo zaskoczeni ich zachowaniem. Pierwszego września wybuchła wojna. Niemcy zaczęli bombardować całą Polskę. Nastała okupacja. Niemcy wkroczyli na teren Polski ,również na wieś kociewską Szteklin. Wyjaśniła się sprawa malowania przez Niemców dachów. Wiedzieli kto swój a kto obcy. Kolor dachu podał im tę informację. Miejscowa ludność Niemiecka wraz z władzami okupacyjnymi rozpoczęła represję ludności wsi. Zmuszano Polaków do podpisywania volkslisty czyli uznanie się za Niemców. Tych ,którzy nie chcieli podpisać i uważali się Polakami wywożono do obozów lub rozstrzelano na miejscu. Wszystkich niewygodnych Polaków z rejonu Kociewia i kaszub  wysyłano do obozu w Potulicach. Między innymi wysłano tam siostrę i dwóch braci prababci, którzy zostali wyrzuceni z gospodarstwa rolniczego w Więckowach. Oni nie podpisali volkslisty. Natomiast mojej  praprababci  Stefanii mieszkanki wsi Więckowy koło Skarszew udało się uciec przed wywózką do obozu. Ukrywała się przez całą okupację u mojej prababci w Szteklinie. Jednemu z braci też udało się uciec, ale już w czasie wywózki. Zbiegł on do lasu, gdzie ukrywał się do końca wojny. Pozostali niestety dojechali do obozu w Potulicach. Tam były skrajne warunki do życia. Umierali tam z głodu i wyczerpania, między innymi brat prababci.

         W  Szteklinie panowała atmosfera strachu i przerażenia. Sołtys wsi pochodzenia niemieckiego chcąc ratować swoich współmieszkańców pochodzenia polskiego wpisał ich na volkslistę. Dzięki temu Niemcy pozostawili ich w spokoju lecz zabrali im cały inwentarz. Ciężko pracując i znosząc upokorzenia rodowitych Niemców prababcia i pradziadek żyli z dnia na dzień. W  kwietniu roku 1940 rodzi im się pierwszy syn Edwin. Starają się jak mogą by ich dziecko miało godne warunki do życia. Było ciężko. W roku 1942 rodzi im się córka Teresa moja babcia. Cieszą się, że mają dzieci, lecz wieczorami długo zastanawiają się jaki czeka ich los. Marzą o wolnej Polsce znosząc trudy codziennego życia.

    Żyjąc w wielkim strachu doczekali się roku 1944.Na wiosnę tego roku Niemcy powołali mego pradziadka Bronisława Szymańskiego do swojej armii. Pradziadek długo zastanawiał się czy wstąpić w szeregi armii niemieckiej. Nie było to zgodne z jego przekonaniem politycznym. Był Polakiem i kochał swój kraj Polskę. Zapisał się na volkslistę dla tego by ratować swoją rodzinę, ale walczyć w szeregach wroga było sprzeczne z jego sumieniem. Po rozważeniu zdecydował się przyjąć powołanie, ponieważ w razie odmowy wszystkich z jego rodziny czekała by śmierć. Po krótkim przeszkoleniu  Niemcy wysłali go do Francji. Tam pojechał w mundurze niemieckim.

 

Pradziadek jechał z nadzieją, że uda mu się zdezerterować. Po przyjechaniu do Francji okazało się, że takich jak on jest znacznie więcej. Pradziadek czekał na odpowiedni moment by wystąpić z armii niemieckiej. Po kilku dniach pobytu w Francji wraz z czteroma kolegami również Polakami przymusowo wcielonymi do wojska niemieckiego zdecydowali się uciec. Pewnej nocy opuścili niemieckie koszary udając się w stronę pobliskiego lasu. Gdy Niemcy zauważyli brak kilku żołnierzy zaczęli przeszukiwać najbliższą okolicę. Lecz pradziadek wraz z kolegami ukrywał się głęboko w lesie. Niemcy ich nie odnaleźli. Zbiegowie błąkali się przez trzy dni w lesie. Byli w obcym kraju, mieli na sobie niemieckie mundury i nie znali języka francuskiego. Byli przerażeni, głodni i przemarznięci. Gdy zobaczyli zbliżających się ludzi pomyśleli, że czeka ich śmierć. Jednak okazało się, że są to francuscy partyzanci. Mimo wielkiego strachu udało im się wytłumaczyć całą sytuację. Używali rąk i języka niemieckiego tłumacząc, że są Polakami zmuszeni do noszenia mundurów niemieckich. W ten sposób uniknęli śmierci. Przez sześć tygodni  byli razem z francuskimi partyzantami. W czerwcu  1944 roku Alianci dokonali inwazji. Dla mojego pradziadka i jego współtowarzyszy był to szczęśliwy dzień. Po kilku dniach przybyli żołnierze brytyjscy, którzy zabrali mego pradziadka do Anglii. Tam mój pradziadek zrealizował swoje marzenie i wstąpił do armii wojska polskiego – 6 kresowy Baon Strzelców Pieszych.

 

           Cieszył się, że jest wśród Polaków i będzie walczył dla Polski. Po odbyciu badań skierowano go do kolumny sanitarnej. Odbył tam szkoleniu po którym został kierowcą sanitariuszem. Wysłano go do Szkocji, gdzie opiekował się żołnierzami polskimi i brytyjskimi. Pracował koło Edynburga stolicji  Szkocji i bywał na zamku. Mój pradziadek przebywał w Szkocji do roku 1948 .Za swoją służbę otrzymał medal  „The war Medal 1939 –1945 „ .

 

                       Tymczasem w kraju została prababcia Helena z dziećmi i nie wiedziała gdzie przebywa jej mąż. Znała jego plany ucieczki z armii niemieckiej ,lecz nie domyślała się co naprawdę uczynił jej mąż. Po ucieczce pradziadka z wojska niemieckiego przychodzili do prababci policjanci niemieccy pytając ją o jej męża. Byli ciekawi czy wie gdzie przebywa pradziadek Bronisław. Czy wyrażał się źle o niemieckiej armii. Zasypywali ją tysiącami pytań. Natomiast prababcia naprawdę nie wiedziała gdzie on jest i czy żyje. Sytuacja  stawała się coraz bardziej dramatyczna. Niemcy kilka razy w tygodniu przychodzili i straszyli gestapem oraz obozem koncentracyjnym. Prababcia Helena przechodziła bardzo trudne chwile. Gdyby wiedziała gdzie naprawdę jest pradziadek powiedziała by im ,żeby ratować  siebie i dzieci. Jednak kolejny raz przyszedł z pomocą sołtys niemiecki. Był on Niemcem, lecz w chwilach dramatycznych znajdował wyjście .Pomagał Polakom. Mieszkał bardzo długo w Szteklinie i lubił Polaków. Był też szanowanym wśród Niemców. Oni uważali go za swojego. Sołtys długo rozmawiał i przekonywał o niewinności prababci .Udało się jemu wyjaśnić zaistniałą sytuację i niemieccy policjanci w końcu przestali do prababci przychodzić.

Wojna zbliżała się ku końcowi. Wśród ludności rozchodziły się wiadomości o klęsce Niemiec. Prababcia Helena  wraz z ukrywającą się u niej mamą Stefanią przetrwali do marca 1945 roku.

Na początku tego miesiąca do Szteklina wkroczyli Rosjanie. Mieszkańcy wsi po raz kolejny ogarnęła panika. Żołnierzy rosyjscy bardzo dziwnie się zachowywali. Okradali domostwa i byli głośni. Największym powodzeniem cieszyły się zegarki. Z tymi zegarkami wiąże się zabawna historia. Prababcia Helena chcąc uchronić jedyny zegarek  założyła swemu synkowi na nóżkę .Kręcący się w obejściu Rosjanin ,któregoś dnia zauważył na nóżce dziecka ten zegarek. Zawołał moją prababcię powiedział jej, że on też chce zegarek na nogę. Bardzo mu się spodobał ten zegarek  i chętnie za taki zegarek  odda trzy zwykłe na rękę. Prababcia zrozumiała  w tym momencie jacy żołnierze wyzwalali nasz kraj z okupacji niemieckiej. Oczywiście się zgodziła na taką wymianę zegarków. Po kilku dniach Rosjanie  odeszli. Wcześniej odeszli także mieszkańcy wsi Szteklin pochodzenia niemieckiego. Bali się Rosjan i represji z strony Polaków.

                Moja prababcia oczekiwała swego męża Bronisława. Nadal nie miała od niego żadnych wiadomości. Ona i pozostali przy życiu Polacy zastanawiali się czy to już wolność, czy mają się  jeszcze czegoś spodziewać. Nastały czasy wszechobecnego Urzędu Bezpieczeństwa Narodowego, ale to już inna historia.

       

                Opisując historię mojej prababci Heleny i pradziadka Bronisława ukazałem w jak dramatycznej sytuacji znaleźli się  Polacy podczas okupacji niemieckiej. Zmuszani byli do   podejmowania natychmiastowych decyzji. Bardzo często niezgodnych z ich przekonaniem politycznym. Byli zastraszeni, przerażeni i nie wiedzieli czy doczekają jutra. Moi pradziadkowie tuż przed wojną byli tacy szczęśliwi. W czasie okupacji musieli walczyć o byt, a potem ta długa rozłąka. Prababcia znosiła upokorzenia z strony niemieckich policjantów. Pradziadek musiał podjąć decyzję niezgodną z jego sumieniem. Ostatecznie i tak udowodnił, że był i jest Polakiem. Sam nie wiem jak ja bym się zachował na ich miejscu. Czy umiałbym żyć w tamtych czasach. Podziwiam mego pradziadka za odwagę i za to, że nigdy nie wyparł się Polski. Ubrał mundur niemiecki, lecz głęboko w sercu wiedział, że przy najbliższej okazji go zrzuci. Prababcia Helena modliła się codziennie by jej mąż  zrealizował swoje marzenie. Ona również gdy z nim się żegnała widziała w nim żołnierza Polaka. Mówiła walcz o Polskę i wróć w polskim mundurze. Dziękuję im za ich upór , nie poddanie się w tak trudnych warunkach życia. Również za odwagę i wiarę w nadzieję na lepsze jutro. Dzięki ich silnej woli życia  przyszła na świat moja babcia Teresa  potem mój tata i ja. Dzięki  umiejętności radzenia sobie w sytuacjach krytycznych, oni przeżyli, a ja mogłem opisać ich historię.

 

 

 Mariusz Pielak   

Kontakt z Krzysztof Paweł Szymański
Wydrukuj tę stronę
 
Ładowanie...
Ładowanie...